Czego można dowiedzieć się o sobie, kiedy świat robi się mniej pewny?

Nie są to szczególnie spokojne czasy. Wojna toczy się wystarczająco blisko, żeby nie była abstrakcją, regularnie wraca temat bezpieczeństwa Polski i możliwej eskalacji, do tego dochodzi niepewność ekonomiczna. W naszym małym, zawodowym świecie mamy własny kawałek niestabilności: dyskusję o regulacji psychoterapii i pytanie, jak za jakiś czas będzie wyglądał zawód, który wykonujemy, kto z nas będzie miał prawo pracować i na jakiej podstawie.
Możemy oczywiście dyskutować o tym, czy naprawdę jest bardziej niebezpiecznie niż kiedyś. Psychologicznie ciekawsze wydaje mi się jednak coś innego. Człowiek żyje nie tylko w świecie faktów, ale też własnych przewidywań dotyczących jutra. Kiedy tych przewidywań zaczyna być mniej, możemy dowiedzieć się o sobie rzeczy, których wolelibyśmy nie musieć sprawdzać.
Nie mam na myśli popularnej opowieści o kryzysie, który pozwala odkryć swoją siłę. Czasem pozwala, ale nie ma żadnego powodu, żeby każde trudne doświadczenie kończyć obowiązkowym odkryciem zasobów. Można dowiedzieć się, że jest się mniej odpornym, niż się sądziło. Bardziej zależnym, podejrzliwym, potrzebującym kontroli albo zaskakująco chętnym do podporządkowania się komuś, kto powie, co należy zrobić. To też jest wiedza o sobie. I być może warto czasem szukać jej razem z Pacjentami. Zapraszam Was do lektury tego tekstu przez pryzmat Was samych, ale też jako inspirację do pytań, które teraz właśnie warto stawiać w naszych gabinetach.
Na końcu artykułu możesz pobrać roboczą listę pytań, z którą łatwiej Ci będzie pracować na sesji z Pacjentami.
Ile niewiedzy potrafię znieść?
Jedną z pierwszych rzeczy, które można dziś obserwować, jest własny stosunek nie tyle do zagrożenia, ile do niewiedzy. Nie wiem, co wydarzy się za rok. Nie wiem, czy sytuacja międzynarodowa się uspokoi, co stanie się z gospodarką ani jakie ostatecznie będą regulacje dotyczące mojego zawodu. Ile takiego „nie wiem” potrafię pomieścić, zanim będę musiał coś zrobić?
Niektórzy natychmiast zaczynają planować, inni odwlekają decyzje, jeszcze inni tworzą plan A, B, C i D. Warto zauważyć różnicę między działaniem, które rzeczywiście zmienia sytuację, a działaniem, którego podstawową funkcją jest przywrócenie poczucia kontroli. Czasem przygotowanie procedury czy wykonanie telefonu jest rozsądne. A czasem najtrudniejsze okazuje się powiedzenie sobie: zrobiłem, co mogłem, a reszta pozostaje poza moją kontrolą.
Do czego właściwie służy mi wiedza?
Podobnie jest z informacją. Możemy sprawdzać wiadomości, komunikaty instytucji, analizy ekspertów, kursy walut czy projekty ustaw, żeby orientować się w rzeczywistości i podejmować sensowne decyzje. Ale można też przeczytać wiadomość, poczuć na chwilę ulgę, a za godzinę potrzebować następnej. Jeszcze jednego źródła, jeszcze jednego eksperta, jeszcze jednego komentarza.
W pewnym momencie informacja przestaje służyć orientacji w świecie, a zaczyna regulować stan emocjonalny. Ciekawe staje się wtedy pytanie: czy potrafię uznać, że wiem już wystarczająco dużo? I czy szukam jeszcze wiedzy, czy już pewności? Przy okazji możemy zobaczyć, czy wybieramy źródła, które pozwalają skorygować własną ocenę sytuacji, czy przede wszystkim takie, które potwierdzają, że rzeczywiście jest bardzo źle albo że wszyscy przesadzają.
Co właściwie nazywałem bezpieczeństwem?
Dopiero kiedy poczucie bezpieczeństwa zostaje trochę naruszone, można zobaczyć, z czego właściwie było zbudowane. Czy bezpieczeństwo oznacza dla mnie: „cokolwiek się wydarzy, jakoś sobie poradzę”, czy raczej: „mniej więcej wiem, co się wydarzy”?
Można odkryć, że duża część naszego spokoju nie wynikała z zaufania do siebie, ludzi czy świata, tylko z jego przewidywalności. Jutro będą działały bankomaty, za miesiąc będę wykonywał ten sam zawód, za rok będziemy żyli w mniej więcej podobnych warunkach. Kiedy te oczywistości dostają choćby niewielki znak zapytania, lepiej widać, na czym naprawdę opieramy poczucie bezpieczeństwa: na pieniądzach, wiedzy, kompetencjach, instytucjach, planie czy drugim człowieku.
Kogo potrzebuję, kiedy robi się trudno?
Niepewność jest też interesującym testem naszych wyobrażeń o własnej samowystarczalności. Do kogo dzwonię, kiedy naprawdę się boję? Komu wierzę? Kogo pytam o zdanie? Przy kim sam czuję się spokojniejszy?
Można odkryć, że wcale nie jest się tak niezależnym, jak się sądziło. Albo przeciwnie — że w trudnej sytuacji potrafi się działać znacznie bardziej samodzielnie. Ciekawym odkryciem bywa też to, że łatwiej nam pomagać niż potrzebować pomocy. Bycie tym, który organizuje, uspokaja i opiekuje się innymi, może być wyrazem troski, ale może również chronić przed doświadczeniem: teraz to ja czegoś potrzebuję i muszę od kogoś zależeć.
A czasem dzieje się rzecz bardziej prozaiczna: zaczynamy rozmawiać z sąsiadami, których przez pięć lat mijaliśmy na klatce schodowej. Okazuje się, że nasze bezpieczeństwo ma również numer mieszkania obok.
A dlaczego on się nie boi?
Niepewność mówi też sporo o naszej tolerancji dla cudzych sposobów radzenia sobie. Co dzieje się ze mną, kiedy ktoś boi się bardziej niż ja? Czy zaczyna mnie drażnić, bo „histeryzuje”? A ktoś, kto boi się znacznie mniej — uspokaja mnie czy irytuje swoją „lekkomyślnością”?
Jeszcze ciekawsze jest pytanie, jak bardzo potrzebujemy, żeby inni oceniali rzeczywistość podobnie jak my, żebyśmy mogli zaufać własnej ocenie. Czasem nie wystarcza nam, że sami uważamy coś za groźne albo bezpieczne. Potrzebujemy, żeby inni też tak uważali, i bardzo złościmy się na tych, którzy odmawiają udziału w naszej wersji rzeczywistości.
Niech ktoś wreszcie powie, co mamy robić
Kryzys uruchamia też nasz stosunek do autorytetu. Jedni intensywniej szukają kompetentnej osoby albo instytucji, która zbierze dane, oceni sytuację i powie, co robić. Inni reagują odwrotnie: im większa niepewność, tym mniej ufają państwu, ekspertom i procedurom.
Szczególnie ciekawie robi się wtedy, kiedy eksperci się nie zgadzają albo instytucja mówi: „na ten moment nie wiemy”. Możemy wtedy zobaczyć, czego właściwie oczekujemy od autorytetu: kompetencji, pewności czy może zdjęcia z nas odpowiedzialności za decyzję. Dla jednego podporządkowanie się komuś kompetentnemu będzie przynosiło ulgę, u drugiego dokładnie ta sama sytuacja uruchomi potrzebę odzyskania autonomii.
Co robię ze swoim lękiem?
Niepewność dość dobrze pokazuje też nasze mechanizmy radzenia sobie. Jeden katastrofizuje, drugi minimalizuje, trzeci żartuje, czwarty intelektualizuje, piąty rzuca się w przygotowania. Ktoś zaczyna zajmować się wszystkimi dookoła, ktoś gromadzi, jeszcze ktoś potrzebuje natychmiast podejmować decyzje, bo stan zawieszenia jest trudniejszy do zniesienia niż sama decyzja.
Nie chodzi o to, żeby interpretować każde kupione opakowanie baterii jako obronę przed lękiem. Czasem baterie są po prostu bateriami. Warto jednak być ciekawym funkcji własnego zachowania: co robię, kiedy zaczynam się bać, i przed jakim doświadczeniem mnie to chroni?
Jak szerokie jest moje „my”?
Trudne czasy sprawdzają również granice wspólnoty. Kiedy wszystkiego jest pod dostatkiem, łatwo być człowiekiem wspólnotowym. Ciekawiej robi się wtedy, kiedy pojawia się choćby wyobrażenie niedoboru.
Czy myślę przede wszystkim o tym, jak zabezpieczyć siebie? Siebie i partnera? Rodzinę? Sąsiadów? Obcych? Co dzieje się z moją solidarnością, kiedy pomoc komuś może oznaczać trochę mniej bezpieczeństwa dla mnie?
Możemy odkryć, że zaczynamy organizować innych, wymieniać się informacjami i interesować tym, czy ktoś obok potrzebuje pomocy. Możemy też odkryć podejrzliwość, terytorialność i bardzo szybkie kurczenie się kategorii „my”. Jedno i drugie mówi o nas coś ważnego.
Co naprawdę jest dla mnie ważne?
O wartości pytamy ludzi często. „Co jest dla pana ważne?”, „jakimi wartościami chce pani kierować się w życiu?”. Trudne czasy proponują mniej elegancką wersję tego pytania: jeżeli nie możesz ochronić wszystkiego, co chronisz najpierw?
Co próbuję zabezpieczyć? Z czego jestem gotów zrezygnować? Czego nie chcę oddać nawet wtedy, kiedy robi się trudno? O kogo martwię się bardziej niż o siebie? Co jeszcze rok temu wydawało mi się bardzo ważne, a dzisiaj zaskakująco łatwo mogę bez tego żyć? To jeden z momentów, w których deklarowana hierarchia wartości może spotkać się z hierarchią praktyczną. I nie zawsze muszą wyglądać tak samo.
Czy można planować życie bez gwarancji?
Niepewność zmienia również naszą relację z przyszłością. Kupować mieszkanie czy poczekać? Rozwijać firmę? Zmieniać pracę? Planować podróż za rok? Zaczynać wieloletnie szkolenie? Za tymi pytaniami może kryć się inne: jak bardzo potrzebuję wierzyć, że przyszłość będzie podobna do teraźniejszości, żeby w ogóle w nią inwestować?
Niektórzy potrafią potraktować plan jako najlepszą dostępną hipotezę, którą później można zmienić. Inni potrzebują większej gwarancji. Kiedy świat przestaje jej udzielać, zaczynają odkładać życie: zdecyduję, kiedy sytuacja się wyjaśni, pojadę, kiedy będzie spokojniej, zacznę, kiedy minie kryzys. Tyle że świat bardzo rzadko wystawia zaświadczenie, że właśnie rozpoczął się bezpieczny okres.
Na końcu artykułu możesz pobrać roboczą listę pytań, z którą łatwiej Ci będzie pracować na sesji z Pacjentami.
Być może wcale nie jestem taki odporny
Jest jeszcze odkrycie, któremu kultura odporności psychicznej zrobiła trochę krzywdy: można dowiedzieć się, że radzimy sobie gorzej, niż sądziliśmy. Że przewlekłe napięcie bardzo nas męczy, potrzebujemy więcej wsparcia, nie potrafimy jednocześnie wykonywać swojej pracy, troszczyć się o innych, podejmować ważnych decyzji i pozostawać na bieżąco z kolejnymi zagrożeniami.
Nie trzeba tego natychmiast przerabiać na historię o rozwoju. Informacja o własnej granicy jest informacją. Czasem bardzo cenną.
I jak chcę żyć, skoro nikt nie daje gwarancji?
Na końcu zostaje chyba największe pytanie: co dzieje się z moim życiem, kiedy spokojna przyszłość przestaje być czymś oczywistym? Czy odkładam życie, aż będzie bezpieczniej? Czy przeciwnie — niektóre rzeczy stają się pilniejsze? Czy coś, czemu poświęcałem ogromnie dużo czasu, nagle wydaje się mniej ważne, a coś odkładanego zaczyna mieć znaczenie właśnie dlatego, że nie wiem, jak będzie wyglądał świat za kilka lat?
Nie chodzi o życie tak, jakby jutra miało nie być. Bardziej interesuje mnie, ile naszych wyborów wymagało dotąd milczącego założenia, że mamy przed sobą dużo spokojnego, przewidywalnego czasu.
Nie pytajmy koniecznie o zasoby
To wszystko może być interesującym materiałem do rozmowy z pacjentami. Psychologia ma czasem nieznośną skłonność do wyciągania z trudnych doświadczeń czegoś dobrego: czego się pan dzięki temu nauczył, jaką siłę pani w sobie odkryła, jaki zasób udało się uruchomić?
A przecież możemy zapytać prościej: czego dowiadujesz się o sobie, żyjąc w tych czasach?
Może tego, że potrzebuję ludzi bardziej, niż sądziłem. Że źle znoszę brak kontroli. Że jestem podatny na uspokajające autorytety albo przeciwnie — nie ufam nikomu. Że cudzy lęk mnie złości. Że moje „my” w sytuacji zagrożenia robi się bardzo małe. A może tego, że potrafię działać bez pewności, znam już imiona sąsiadów, umiem powiedzieć „nie wiem” i potrafię planować przyszłość bez gwarancji, że wydarzy się dokładnie tak, jak ją zaplanowałem.
Żadne z tych odkryć nie musi być zasobem. Nie musi nam się nawet szczególnie podobać. Wystarczy, że jest ważne.
Być może jedną z niewielu rzeczy, które możemy dostać od czasów, których wcale sobie nie wybraliśmy, jest okazja, żeby zobaczyć siebie w warunkach, w których wcześniej siebie nie znaliśmy.
Jeśli masz ochotę, pobierz listę pytań, których możesz użyć do pogłębiania wiedzy o sobie lub wykorzystać je wprost na sesji z Pacjentami: Czego_dowiaduje_sie_o_sobie_Joanna_Sowinska
Joanna Sowińska

